Ludzie wykształceni i myślący są dla mnie gwarancją sukcesu państwa.

„Ludzie wykształceni  i myślący są dla mnie gwarancją sukcesu państwa i sprawiedliwej oceny PiS. Niestety, obecnie w Polsce wykształcenie nie daje pewności pracy i samodzielności w myśleniu. I jedno, i drugie powinno się zmienić.”

 

Rozmowa z Posłem Przemysławem Czarneckim

 

Justyna Pietrzak-Wróbel: „… polityka dla mnie to w krysztale pomyje” – pisał Jacek Kaczmarski. Pan z pewnością zna zarówno jej jasne jak i  ciemne strony z doświadczeń ojca, a jednak zdecydował się Pan zostać politykiem i to w bardzo młodym wieku. Dlaczego?

Przemysław Czarnecki: Pyta mnie Pani, po co w to idę, skoro wiem co mnie czeka? Nie będę mówił, że mam poczucie misji, bo nie lubię wielkich słów. Na pewno powoduje to we mnie chęć zmian, bo kiedy się widzi wokół tyle kuriozalnych wręcz przykładów funkcjonowania państwa albo braku tego funkcjonowania, to możliwość kształtowania tej rzeczywistości poprzez aktywne uprawianie polityki jest ciekawe i wciągające.

Dlaczego akurat z Prawem i Sprawiedliwością? Zderzenie wartości i podstawowych zasad jakie promuje PiS  z powszechną relatywizacją  jednoznacznych do niedawna pojęć  powoduje, że dla młodych ludzi często hasła patriotyzm, ojczyzna to wręcz obciach.

Moim zdaniem to była jedynie chwilowa moda na tzw. Róbta co chceta. Może spowodowana zachłyśnięciem się wolnością, otwarciem Polski na świat. Młodzi ludzie chcieli być tak bardzo europejscy, nowocześni, wydawało się, że ta polskość jest balastem, który w tym przeszkadza. Teraz to już mija. Zauważam wśród młodzieży coraz wyraźniejszy zwrot na prawo, w stronę tradycyjnych, konserwatywnych wartości. A dlaczego ja i PiS? Po pierwsze, tradycja rodzinna, wpływ ojca, to oczywiste. Po drugie, zawsze miałem poglądy mocno prawicowe i ten wybór jest dla mnie całkiem naturalny. Po trzecie jestem pragmatykiem i uważam, że jest sens działać w partiach, które mają możliwość oddziaływania na rzeczywistość, dają szansę przeprowadzania zmian. Rozdrabnianie się na małe kanapowe partyjki jest zupełnie pozbawione sensu i więcej przynosi w życiu społecznym szkody niż pożytku.

Myśli Pan, że patriotyzm zaczyna być modny wśród młodzieży?

Modny to może niewłaściwe słowo. Patriotyzm jest wartością dla młodych. Popatrzmy na przykład na Marsze Niepodległości, to są przede wszystkim marsze młodych, szkoda tylko, że zostały aż tak bardzo zawłaszczone przez tak zwany ruch narodowościowy. Jeśli popatrzymy na frekwencję podczas rocznic wybuchu Powstania Warszawskiego, to ona rośnie z roku na rok i co jest zasługą młodych ludzi. Kolejny przykład to zaangażowanie kibiców w akcje patriotyczne czy ogromne zainteresowanie młodzieży „zakazaną” historią na przykład  Żołnierzy Wyklętych. Nawet w sferze komercji można znaleźć potwierdzenie mojej tezy. Raperzy, śpiewający patriotyczne teksty czy firma, założona przez kilku młodych ludzi, robiąca furorę koszulkami z wizerunkami żołnierzy wyklętych. Dzisiaj na ulicy łatwiej można zobaczyć młodego człowieka w takiej koszulce niż jak kiedyś w markowej np. z Che Gueavarą. Jestem przekonany, że młode pokolenie idzie w dobrym kierunku, zaczyna doceniać wartości propagowane przez Prawo i Sprawiedliwość.

A nie uważa Pan, że w polityce powinien obowiązywać parytet wieku, żeby umożliwić większej ilości młodych ludzi wejście do aktywnej polityki?

Nie. Jestem przeciwny wszelkim parytetom. Sztucznie narzucane reguły nie przynoszą nic dobrego. Następuje naturalna wymiana pokoleń, to oczywisty proces w dziejach. Oczywiście, zgadzam się, że młodzi ludzie mają wiele do zaoferowania, są coraz lepiej wykształceni, kreatywni. Ich codzienny kontakt z funkcjonowaniem państwa  jest bliższy niż tych, którzy kończą  już swoje zawodowe kariery lub są na ich szczycie. Młodzi walczą z biurokracją przy zakładaniu swoich pierwszych firm, zderzają się z wewnętrznie sprzecznym prawodawstwem, z indolencją instytucji państwowych i mają zarówno pomysły jak to zmieniać, jak i energię do przeprowadzania tych zmian.

Ale część wskazówek dla siebie znajdują w życiorysach starszych?

Właśnie, nie zapominajmy o tym, że ci działacze ze starszego pokolenia, ci kórzy walczyli o niepodległość, demokrację oraz niszczyli komunizm wnoszą, można powiedzieć, „wartość dodatkową”. Czołowi politycy naszej partii mają za sobą doświadczenia z walki o demokratyczną Polskę i nie znaleźli się w polityce z powodów koniunkturalnych. To dzięki nim PiS jest od początku swojego istnienia konsekwentnie partią tych samych idei.

Jeżeli polityk mówi, że zna się na wszystkim, to znaczy, że nie ma pojęcia o niczym. Jaki Pan ma pomysł na swoją polityczną działalność?

Zgadzam się, że to bardzo ważne, żeby się wyspecjalizować w konkretnym obszarze, bo tylko wtedy można być politykiem skutecznym. Na takiej specjalizacji opiera się praca klubów poselskich. Jeżeli w ciągu jednego dnia jest na przykład 70 głosowań, to nie sposób zgłębić każdy głosowany problem. Musimy sobie ufać i opierać się na  opiniach i analizach zespołów specjalizujących się w poszczególnych obszarach. Wtedy możemy skutecznie działać jako PiS-owska drużyna  parlamentarna. Ja jestem szczególnie zainteresowany walką z biurokracją i to na każdym szczeblu funkcjonowania państwa. Strasznie mnie to drażni, może też z racji wieku, bo do znoszenia biurokracji trzeba mieć świętą cierpliwość, a w młodym wieku często jej brakuje. Nawet w Sejmie mam to na co dzień – setki druków, formularzy, ankiet, nie wiadomo po co i dla kogo. Dlatego między innymi zacząłem pracować w Nadzwyczajnej Komisji Sejmowej do spraw walki z biurokracją i widzę, że jest to ogromne pole do działania.

Ale praca Komisji to tylko próba korekty złego systemu. Jak zabić przyczyny wszechwładzy biurokracji?

Te bieżące korekty są konieczne. Nawet drobne ograniczenia wszechwładzy urzędników dają codziennie poprawę życia. A przyszłość?  Dwie rzeczy stać się muszą, abyśmy żyli w państwie lepszym dla jego obywateli. Po pierwsze, partia rządząca  nie może dbać o głosy poprzez  zwiększanie zatrudnienia w instytucjach państwowych ze 190 tysięcy urzędników do 520 tysięcy  Dając pracę takiej armii i średnie wynagrodzenie większe niż w gospodarce, PO kupuje dla siebie głosy urzędników i ich rodzin za pieniądze z podatków wszystkich Polaków. Z tym trzeba skończyć. To jest korupcja! Nie można dopuścić do tego, aby urzędnik nie mógł głosować po swojej myśli w obawie przed utratą stanowiska.
Po drugie, trzeba zmienić konstytucję i zwiększyć swobodę obywateli. Tylko tak można poskromić biurokrację. Ona jest wszędzie w świecie, podobnie  jak korupcja czy przestępstwa. Jednak liczą się proporcje. Zdarza się nieuczciwość i w amerykańskim urzędzie – ale tam jest to przypadek, a nie jak u nas prawidłowość.

Inne państwa czy systemy polityczne to też Pana zainteresowanie?

Interesuje mnie polityka międzynarodowa. Kiedy patrzę na to, co się teraz dzieje na Wschodzie, kiedy widzę ten system kłamstw wokół katastrofy smoleńskiej, stopniowe uzależnianie kraju od państw ościennych, to można i trzeba w tym zakresie wiele zrobić. Dlatego bezpieczeństwo Polski, jej pozycja w Europie i świecie to tematy pracy Parlamentu, w które również chciałbym się mocno zaangażować. Oprócz tego ważna jest dla mnie praca w okręgu wyborczym. Nie zapominam skąd pochodzę i kto mnie wybrał.

Wykorzystując Pańskie zainteresowanie polityką międzynarodową, proszę o skomentowanie opinii obserwatorów sceny politycznej, którzy coraz częściej twierdzą, że jesteśmy uzależniani politycznie od Rosji, a gospodarczo od Niemiec, dzięki czemu te dwa mocarstwa nie wchodzą sobie w drogę i są coraz bardziej skuteczne w tym procederze.

Współpraca niemiecko-rosyjska, niebezpieczna wobec Polski, ma swoją wielowiekową historię, dlatego musimy być ciągle czujni. Nie zgodziłbym się, że jesteśmy dziś uzależnieni politycznie przez Rosję, ale na pewno cały czas takie próby są podejmowane z lepszym lub gorszym skutkiem. Polska potrzebuje niezależności od Rosji, a w tym przywódcy, który nie będzie bał się Moskwy, ale potrafił się jej postawić, jak ś.p. prezydent profesor Lech Kaczyński.

Myśli Pan, że wraz z Armią Czerwoną wyszła z Polski także armia agentów? Tych, którzy  służąc sowietom, umożliwiali   codzienną kontrolę nad Polakami  przez kilkadziesiąt lat?

Myślę, że poznanie tej części polskiej historii to sprawa prokuratorów IPN. Na co dzień, na teraz ważne jest, by ustawić działania instytucji państwa tak, aby eliminować zagrożenia. Jeśli premier jest zbyt leniwy, by kontrolować służby specjalne lub się ich boi, to w efekcie one kontrolują jego działania, a może nawet i myśli. Rządzenie państwem polega na tym, by odpowiedzialność na każdym szczeblu władzy była faktyczna – nie fikcyjna. Nie ma odpowiedzialności za sprawowaną funkcję – więc mamy państwo Tuska. Państwo premiera i lidera partii PO, która na przykład nie przyjmowała nigdy ostrzeżeń ze strony PiS-u co do polityki Putina, dopiero po wydarzeniach na Ukrainie nagle przyjęto naszą retorykę, uznając ją za własną. W każdym bądź razie na zakusy Kremla należy uważać i robić wszystko, żeby likwidować wszelkie uzależnienia od Rosji w każdym możliwym obszarze oraz budować system bezpieczeństwa w oparciu o NATO i sojusz z USA.

A uzależnienie gospodarcze?

Od Niemiec? Nie ma się co czarować, ono jest. Większość polskich przedsiębiorstw została sprzedana niemieckim koncernom, staliśmy się krajem usług, niewiele już produkujemy, stajemy się coraz bardziej podlegli, w polskich przedsiębiorstwach nie realizuje się polskich patentów.  Nawet gazety oddaliśmy Niemcom w dziewięćdziesięciu procentach. Również strumień pieniądza z Unii Europejskiej w dużej części trafia z powrotem do niemieckich firm, bo to one budują nam drogi czy stadiony. Choć przecież mamy się czym pochwalić. Te przykłady można by mnożyć. Dlatego przed PiS-em stoi bardzo trudne zadanie po przejęciu władzy – odwrócenie tej negatywnej tendencji.

Myśli Pan, że to jeszcze możliwe? Robienie kapitalizmu bez kapitału? Nie ma polskich banków inwestycyjnych a sami Polacy są jednymi z najbiedniejszych w Europie według Raportu Credit Suisse…

Pewnych faktów nie da się odwrócić, ale trzeba stworzyć nowe zasady współpracy państwa i biznesu, pozwalające na obopólne korzyści. Jakie i jak to zrobić? Odsyłam do Programu PiS uchwalonego w  2014. Mówimy w nim jak naprawić państwo we wszystkich jego obszarach. W gospodarce należy roztoczyć opiekę nad polskimi przedsiębiorcami, głównie tymi małymi średnimi. Jej skuteczność widać będzie w rozwoju, zarabianiu, tworzeniu miejsc pracy przez przedsiębiorców. Bo to oni dają pracę, a nie urzędnicy, nawet w ramach najdroższego programu. Tu znowu kłaniają się bariery biurokratyczne, o które potyka się polski small biznes. Może się powtarzam, ale biurokracja jest naprawdę zakałą polskiego państwa. Co do dostępu do kapitału – zgadzam się, to podstawa. Wiem, że mamy szansę na zmianę, a rozwiązania tego i innych problemów ożywienia polskiej przedsiębiorczości znalazły się właśnie w naszym Programie.  Na razie są propozycjami na papierze, ale między innymi po to, by je zrealizować, sięgamy po władzę w Polsce, spokojni, że po paru latach Polacy znów nas wybiorą. Nie dlatego, że będziemy kłamali, jak politycy Platformy, ale dlatego, że państwo będzie lepiej działało i ludzie to uznają. Nawet ci, którzy dzisiaj uważają poparcie PiS za niemożliwe.

Młodzi, wykształceni, z wielkich miast?

Ludzie powinni zapoznać się z kategoriami myślowymi heurystyki. Rzecz w tym, by jeśli mówią o sobie: „jesteśmy wykształceni”, wiedzieli kiedy konieczne jest myślenie kreatywne i kiedy posługiwać się myślowymi schematami. Źle, jeśli schemat ułatwiający ocenę rzeczywistości, jest początkiem i końcem myślenia. Czy ja mam propozycję dla młodych, dobrą dla nich i dla partii? Owszem. Uważam, że  konieczne jest w Polsce finansowanie nauki przez państwo lub z bankowych kredytów, gwarantowanych częścią przyszłych zarobków studenta. Wówczas nieważne czy student jest na uczelni państwowej, czy prywatnej. Uczy się dlatego, że instytucja państwowa lub bank płaci i kontroluje przydatność rynkową studiów i jego indywidualne  postępy. Ludzie wykształceni  i myślący są dla mnie gwarancją sukcesu państwa. Ale też sprawiedliwej oceny PiS. Niestety, obecnie w Polsce wykształcenie nie daje pewności pracy i samodzielności w myśleniu. I jedno, i drugie powinno się zmienić. Ale tu zaklęcia nie pomogą, pomoże wola uczących się, a  sposób finansowania dostępu do nauki determinuje taką wolę.

Jest Pan pełen wiary w politykę. Czy nie boi się Pan, że kilkudziesięcioletnie polityczne doświadczenia i sukcesy Pańskiego ojca będą dla Pana ciągłą cenzurą i hamulcem?

Teraz, kiedy ojciec został wiceprzewodniczącym Europejskiego Parlamentu, mogę tylko powiedzieć, że będzie jak zawsze. Cokolwiek zrobię, będzie komentowane jako wpływ ojca i zasługa nazwiska. Na szczęście mam do tego dystans i myślę, że skoro tata zapracował na nazwisko, spróbuję zapracować sam na dobre imię. Nazwisko pomogło na starcie, ale teraz trzeba już pokazać co się potrafi i to dopiero będzie weryfikacja.

Jest Pan szczery…

Bo szczerość to dla mnie wartość. Podobnie jak troska o silne państwo, w którym żyję. I mówię z patosem specjalnie, by podkreślić, że nie warto wszystkiego relatywizować. Istnieją prawdy, idee, zasady, które są jednoznacznie dobre. Staram się ich bronić i dlatego jestem w PiS.

Rozmawiała: Justyna Pietrzak-Wróbel